#1 2010-10-22 18:30:52

Daughter

Mag Ognia

Zarejestrowany: 2010-10-11
Posty: 206
Punktów :   
Zainteresowania: Pisanie wierszy :3
Imię: Agata
Żywioł: Ogień.
Wiek: Odpowiedni do wagi i wzrostu

Opowiadanie - Daughter - Skrzydła Demona

Po prostu napiszę Skrzydła Demona... Te jedyne, właściwe... Z Sigmą, Dahnerem, Omegą... Nickią!!!

1.

Dwójka przyjaciół spędzała czas na zabawie. Dzień był wprost do tego stworzony. Słońce grzało bardzo mocno, a niebo było bezchmurne. Na polanie rozbrzmiał śmiech. Dwoje dzieci biegało radośnie po wysokiej trawie ciesząc się wzajemnie.
- Nanananana! - dało się słyszeć - Nie złapiesz mnie!
- Zakład?! - krzyknął dziesięcioletni chłopczyk biegnąc za jego koleżanką.
- Po co mamy się zakładać skoro i tak wygram?! - wyśmiała go nie przerywając biegu.

Na polance bawiła się dwójka najlepszych przyjaciół - dziesięcioletni chłopiec i ośmioletnia dziewczynka. Biegali sobie beztrosko. To najlepsza - ich zdaniem - forma spędzania czasu. Bezsensowne bieganie po prawie pustej polanie uważali za świetną zabawę. Lubili ze sobą spędzać czas. Los ich jednak trochę zmusił do zaprzyjaźnienia się. Wszak na ich osiedlu(pięć domków ustawionych obok siebie na wzgórzu, na skraju portowego miasta Kalia) nie było żadnych dzieci po za ową dwójką. Ale nie mieli nic przeciwko. Bardzo się lubili.

Chłopiec miał na imię Dahner. Był ciemnym brunetem o długich, gęstych i zupełnie prostych włosach wiecznie rozpuszczonych wolno na plecy. Był bez grzywki co było powodem dawania włosów najczęściej za ucho. Jak pospolita dziewczynka. Był niesamowicie blady i chudy. Jego małe, lekko podłużne oczy świeciły granatem niczym najprawdziwsze szafiry. Wszyscy mówili o dziesięcioletnim Dahnerze, że jego oczy są niesamowicie głębokie. Usta dziecka były chude i, jak cały on, blade. Sylwetce Dahnera nie można było nic zarzucić prócz chudości. Był dobrze zbudowany i było widać, że wyrośnie na przystojnego młodzieńca. Lubił ubierać się w najróżniejsze rodzaje dzwonów. Po luźne zwisy, najczęściej poszarpane, po dresowe, nisko opuszczone spodnie z bardzo szerokimi nogawkami. Nie dało się również ukryć, że Dahner był amatorem tunik. Uważał je za ładne, wygodne ubranie na każdą okazję.

Zaś jego przyjaciółka nosiła imię Nickola. Dahner o tym nie wiedział. Nickola bardzo nie lubiła swego pełnego imienia. Bardzo, bardzo... Przedstawiała się, co się również przyjęło u jej rodziców, na osiedlu, wśród rówieśników, sąsiadów i całym mieście, Nickia. Z czasem wszyscy zapomnieli, że ta oto ośmioletnia Nickia ma na imię Nickola. Nickia w przeciwieństwie do Dahnera spinała swe długie, rzadkie i brzydkie włosy w kucyk. Raz na ruski rok rozpuszczała je. Kto dostąpił zaszczytu zobaczenia Nickoli-Nickii bez kucyka przejdzie wszak do historii! Tak więc tradycją ośmiolatki było noszenie kuca. Grzywki nie miała na czoło. Zabawnie rozchodziła jej się na skronie tak, że nie dało się tego nazwać grzywką. To kosmyki włosów, których Nickia za nic nie umiała wpiąć w swój kuc. Miała szare oczy, które umiały przybrać każdy wyraz. Gdy dziewczynka była wesoła jej szare kryształy stawały się duże i radosne, tryskające beztroską, jednak gdy była smutna, szare oczka smutno przykrywały do połowy powieki. Nickia, podobnie jak jej przyjaciel, była blada. Rzadko zdarzało się, że była opalona. Jeśli jednak tak się stało to znaczyło to, że dłuższy czas spędza na słońcu. Ubierała się najczęściej w przy krótkawe, czarne i obcisłe bluzeczki z krótkim rękawem, lub po prostu topy, by zachować resztki przyzwoitości. Gdyby mogła, prawdę mówiąc, chodziłaby w bieliźnie. Lepiej jest z dolną częścią ubioru. Nickia lubiła nosić luźne rybaczki w jasnych kolorach. A "w jasnych kolorach" dla Nickii oznacza wyłącznie różowy. Czy to spódniczka, czy spodenki zawsze i tylko różowe!

Zabawa satysfakcjonowała dwójkę co niemiara. Śmiali się i dokazywali. Aż nie nastał czas rozłąki. Na polane wkroczyła dwójka dorosłych. Barczysty, czarny facet i kobieta przy kości o krótkich jasnych włosach.
- Nickia, czas do domu - powiedziała do ośmiolatki.
- Tak, mamo - odparła dziewczynka, wstała z ziemi i otrzepała spodnie.
Spojrzała smutno na Dahnera, a następnie na mężczyznę. Tak, to był jego ojciec.
- Dahner! Do domu! - krzyknął na syna szorstko.
- Tak, tatusiu... - szepnął niepewnie chłopczyk - Cześć, Nickia.
- Dahner! Żegnaj się szybciej! Już dawno powinniśmy być w domu!
Brunet spuścił głowę.
- Cześć, Dahner - odparła dziewczynka uśmiechając się do przyjaciela - Pobawimy się jutro?
- Nie mogę - wzruszył ramionami w odpowiedzi po czym zaczął iść ciągnąc na sobą chude nogi.
Nickia oglądnęła się za chłopcem przez ramię i patrzyła na niego smutno dopóki wraz z jego ojcem nie zniknął na zakrętem. Kobieta złapała ośmiolatkę za rękę i zaczęła iść uśmiechając się do niej. Dziewczynka odwzajemniała uśmiech pokazując szczerb.
- Chodź, Nickio. Kolacja czeka. Dzisiaj Twoje ulubione pierogi.
- Tak! - krzyknęła brunetka uradowana i przyśpieszyła kroku.

Wraz z mamą dotarła do domu. Gdy tylko przeszła próg rzuciła się ojcu na szyję.
- Cześć, tatusiu! - przywitała się radośnie.
- Hej. Jak się miewa moja księżniczka? - odparł mężczyzna łapiąc delikatnie dziewczynkę za nosek.
- Księżniczka?! - oczy małej były pełne podziwu i radości - Jestem księżniczką?! - dopytywała się zarumieniona.
- Tak! Potężną księżniczką! Księżniczką Twego cudownego królestwa! Dobrze, Pani moja. Idź umyj rączki, a służba zaraz poda posiłek.
Ośmiolatka pobiegła do łazienki i umyła dłonie zgodnie z prośbą ojca. Gdy skończyła wdrapała się na wysokie krzesło i usiadła na piętach jak to miała w zwyczaju.
- Tatusiu?... - zagadała tatę.
- Tak, Nickio?
- Opowiesz mi dzisiaj jakąś legendę na dobranoc? Prooooszę!
- No dobrze, dobrze... Ale jak umyjesz grzecznie ząbki i buzię, umowa stoi? - mężczyzna uśmiechnął się.
- Stoi, stoi! - krzyczała radośnie kilkulatka.

Pierogi smakowały Nickii jak zawsze. To chyba jedyne danie jakie jadła bez napraszania się rodziców i jeszcze prosiła o dokładkę. Po kolacji umyła się i ubrała w piżamę, a wskakując pod kołdrę, czekała na tatę.
- O czym będzie dzisiejsza legenda?! - rzuciła dziewczynka widząc wchodzącego do pokoju ojca.
- Dzisiejsza legenda będzie o niedobrej dziewczynce, która po śmierci zamieniła się w demona.
- Łaaał! - Nickia wytrzeszczyła oczy, położyła się i zaczęła słuchać.
- Dawno, dawno temu była sobie pewna dziewczyna o imieniu... No niech będzie...
- Nickia! Nickia! - krzyczała dziewczynka.
- No dobrze, mała. Niech będzie Nickia. No to... Dawno, dawno temu była dziewczynka o imieniu Nickia. Nickia była zła, nie dobra i krzywdziła innych. Przezywała kolegów, kłóciła się z rodzicami i obrażała dorosłych. Nikt z całego miasta nie lubił Nickii. Nikt jej nie lubił, a nawet byli tacy, którzy się jej bali. Gdy Nickia dorastała stawała się coraz gorsza i gorsza. Robiła różne złe rzeczy. Aż pewnego dnia umarła.
- Jak to umarła?! - zdziwiła się dziewczynka.
- No... Normalnie. Odeszła do tamtego świata. Ale Nickia była nadal zła, więc Stwórczyni postanowiła ukarać Nickię. Dała jej dwa duże skrzydła.
- Ale skrzydła są fajne! Można latać!
- Tak, Nickio. Skrzydła są wspaniałe, lecz skrzydła Nickii były ciężarem tak ciężkim jak wszystkie jej winy. Cierpiała tak jak cierpieli wszyscy, których przezywała i kłóciła się z nimi. Nickia męczyła się tak przez długo, długo. Bolało ją to co zrobiła w przeszłości.
- I co się z Nickią stało? - przeraziła się ośmiolatka.
- Nickia nawróciła się. Stała się dobra i jej straszne skrzydła opadły. Znów stała się śliczną Nickią, która śmiała się i pomagała innym. Od tamtej pory wszyscy polubili dziewczynkę, a ta nigdy nikogo więcej nie skrzywdziła. Koniec.
- Oh, ale fajna legenda! Dziękuję, tato! - ośmiolatka uśmiechnęła się do taty.
- Nie ma za co, moja księżniczko. A teraz... Śpij.
- Dobranoc.
- Dobranoc - odparł mężczyzna i wyszedł z pokoju zamykając drzwi.

Udał się do sypialni gdzie czekała na niego żona.
- O czym dzisiaj opowiadałeś Nickii?
- O demonicznej naturze.
- Nie możesz mówić jej o takich rzeczach! Dziecko potem będzie miało koszmary. Jeszcze nie czas, by się o tym dowiedziała!
- Spokojnie, kochanie - mężczyzna ułożył się obok kobiety - To była tylko bajka.
- Bajka?! - oburzyła się matka - Dobrze wiesz, że to prawda! Że demony są! Nie możesz jej o tym mówić!
- Dobrze, więcej o tym nie wspomnę, kotku. Dobranoc...

2.

- Dahner! Do łóżka! Już! - wrzasnął ojciec na synka wskazując na drzwi jego pokoju.
Chłopczyk podszedł do wejścia.
- Tak, tato. Dobranoc.
- Szybciej, dziecko!
Brunet wszedł do pokoju i położył się do łóżka. Mężczyzna za nim.
- I znowu bałagan! Co ja ci mówiłem?! Ubrania masz składać do szafy! Nic nie umiesz zrobić dobrze! Tyle razy Ci mówiłem! A co to tu robi?! Skarpetka na ziemi? Oj, pogadamy inaczej! Zbieraj to już! - krzyczał na syna.
- Tak, tato...
- Nie ślimacz się tak! Szybciej! Nie zaśniesz dopóki nie będzie tu czysto! Sprzątaj!
Dahner wykonywał polecenia bez zmrużenia oka. Wiedział, że jak się sprzeciwi ojcu to jeszcze bardziej go rozzłości.
- Dobrze, a teraz do łóżka! Masz spać! Jeśli usłyszę choć jedno słowo to pożałujesz smarkaczu! Zrozumiano?
Dahner wgramolił się pod porwaną kołdrę.
- Tak, tato. Dobranoc...

Ojciec wyszedł z pokoju. Gdy tylko światło zostało zgaszone, a drzwi zamknięte, Dahner wstał. Usiadł na łóżku najciszej jak tylko mógł spuszczając nogi. Zrobił krok, potem drugi. Nachylił się do drzwi i wyjrzał przez szparkę. Tata siedział w kuchni i dumał nad czymś. Dogłębnie zamyślony... Chłopiec bezszelestnie podszedł do łóżka i uklęknął przy nim.
- Kochana, Stwórczyni... Proszę, niech tatuś już się nie złości. Bo odkąd mama odeszła jest coraz gorzej. Ciągle krzyczy. O byle co. Juz nie wiem co robić! Proszę Cię. Pomóż mi... - modlił się, gdy usłyszał kroki.
Ojciec jak na komendę wpadł do pokoju syna gwałtownie zapalając światło. Ujrzał przestraszonego na dobre chłopca klęczącego przy łóżeczku i modlącego się.
- Czemu jeszcze nie śpisz?! - wrzasnął podchodząc do syna. Zamachnął się i z całej siły uderzył go w twarz. - Do spania, smarkaczu!
Dahner zaczął łkać.
- Prze... Przepraszam.
- Nie przepraszaj, śmieciu! Do spania! Natychmiast!
- Tak, tatusiu... - chłopczyk wszedł do łóżka.
- Masz spać, rozumiesz?! Pytam się czy rozumiesz!
- Tak...
Mężczyzna wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami, a dziesięciolatek wtulił posiniaczoną twarz w poduszkę i zaczął gorzko płakać.

Nastał świt. Portowe miasto Kalia otoczyły promienie wschodzącego słońca. Te właśnie wbiły się w twarz dziewczyny niby sztylet budząc ją. Dziewczyna ziewnęła, przeciągnęła się i usiadła na łóżku.
- O, jaki ładny dzień - powiedziała spoglądając na okno.
Wstała i podeszłą do łóżka.
- Nickia, śniadanie! - usłyszała z kuchni głos mamy.
- Idę! - odparła.
Ubrała się i udała do kuchni. Zaraz do jej nosa dobiegł cudowny zapach naleśników z czekoladą. Danie, które Nickia uwielbiała. Dzień zapowiadał się cudownie. Słońce świeciło, a na dodatek na śniadanie było jedno z ulubionych dań dziewczyny. Usiadła do stołu, a matka postawiła jej przed nosem talerz z naleśnikami i polewą czekoladową. Nickia podziękowała. Nagle usłyszała krzyk:
- Nickia!
Dziewczyna podeszła do okna i ujrzała przyjaciela.

Dahner wyglądał bardzo okazale. Teraz już czternastoletni chłopak o gęstych, ciemnobrązowych włosach i szerokich ramionach. Wyrósł na dobrze zbudowanego, niebieskookiego młodzieńca. Ręce jego wydawały się bardziej umięśnione i silniejsze niż cztery lata temu, lecz nadal był przeraźliwie chudy, Jego cera nabrała koloru. Juz nie był blady jak wtedy tylko lekko opalony i zarumieniony. Jedyne co się nie zmieniło to kolor jego niesamowicie niebieskich oczu i włosy wiecznie spadające na twarz.
- Dahner - krzyknęła radośnie dwunastolatka uśmiechając się do przyjaciela. - Wchodź!
Chłopak wykonał polecenie i za chwilę znalazł się w kuchni witając się z rodzicami Nickii.
- Siadaj - poleciła mu kobieta - Poczęstuję Cię naleśnikami z czekoladą.
Jak powiedziała tak zrobiła. Nie minęło 10 sekund, a już przed nosem Dahnera pojawił się talerz pełen naleśników.
- Dziękuję, proszę pani - powiedział i zaczął jeść.
- Idziemy dzisiaj do miasta czy na polanę? - spytała Nickia patrząc na chłopaka.
- Na polanę.
- A moglibyście skoczyć do miasta? Potrzebuję czegoś... - wtrąciła kobieta.
- Maaamo, nie mamy po drodze! - zbeształa ją córka.
- Nie macie daleko, a taki spacer dobrze wam zrobi. Dam wam pieniące na słodycze.
- No dobra... - zerwała się Nickia z krzesła

3.

Dwójka przyjaciół wyszła z budynku. Dziewczyna schowała pieniądze do kieszeni jej luźnych, różowych spodni.
- No to chodźmy... - westchnęła i zaczęła iść.
Kalia nie była dużym miastem. Może nie dużym, ale zaludnionym. Było w niej pełno sklepów, straganów i jeszcze innych rodzajów stanowisk handlu. Trudno było się dziwić. Kalia była miastem portowym. Przybywali tutaj najróżniejsi kupcy. Port w Kalii był duży jak miasto. Cumowały tam od najmniejszych łodzi po najokazalsze żaglowce. Urokiem tego małego miasteczka było to, że otoczone było dużą ilością pagórków i wzgórz. Największe było za osiedlem Dahnera i Nickii. Otoczone polaną. To ta sama polana, która służy jako ulubione miejsce zabaw dwójki.

Dahner i Nickia szli uliczką. Po jednej stronie mając ścianę z kamienic, a po drugiej stornie mając drugą ścianę z kamienic. Uliczka była wykładana brukiem, kolorowa, przytulna i miła. To główna uliczka łącząca osiedle z resztą miasta. To również jedna z najkrótszej drogi do rynku. Nickia wpatrzona była w ziemię. Szła ze spuszczoną głową. Nagle do jej uszu dobiegł śmiech. Najgorszy koszmar dziewczyny.
- Oh, idzie nasza zakochana para! Cmok, cmok Nickia! Wiwat młodej parze! - naśmiewała się z Dahnera i Nickii grupa chłopców mniej więcej z ich wieku.
- Wracajcie na swoje osiedle!
- No, leć Nickusia na tę waszą polanę! Tam się idźcie całować! - i tym podobne szyderstwa.
- Nie przejmuj się nimi... - szepnął Dahner.
- Nie przejmuję - dziewczyna zacisnęła usta i przyśpieszyła kroku.

Doszli do sklepu. Gdy tylko weszli, przywitali się.
- Co podać? - zapytała sprzedawczyni.
- Proszę litr mleka, pół kilograma ziemniaków i te dwa duże lizaki - tutaj wskazała na słodycze.
- Proszę - kobieta podała proszony towar.
Nickia na komendę podała pani dwie miedziane monety, zabrała rzeczy i wyszła ze sklepu.
- Do widzenia - rzuciła na odchodne.

Razem z chłopakiem udała się na polanę po drodze wstępując do domu. Słońce grzało niesamowicie, lecz nie było na dworze duszno przez lekki, letni wiatr, który wiał od czasu do czasu. To wymarzona pogoda na kąpiel w jeziorze lub leżakowaniu na plaży. Dwójka usiadła na trawie i odpoczywała. Dziewczyna zaczęła przyglądać się przyjacielowi.
- Dahner, skąd te siniaki? - zapytała z głosem przepełnionym troską.
- Jakie?! - Dahner szybko naciągnął rękawy tuniki na ręce.
Nickia przeniosła wzrok na twarz przyjaciela.
- Znów Cię bił, prawda? Proszę, powiedz mi.
- Nie, nie bił... Uderzyłem się. Bo w moim pokoju jest taka szafka i...
- Nie kłam. Nie wygląda jakbyś się uderzył... Pokaż - dotknęła jego rąk i podwinęła rękawy po czym zaczęła dokładnie oglądać sine ślady - Wiedziałam!
- Tak, bił mnie - żałośnie przyznał chłopak.
- Dahner, nie możesz tego tak zostawić! On nie może tego robić! - wybuchła Nickia. - Ja na to nie pozwolę!
Chłopczyk rzucił przyjaciółce błagalne spojrzenie.
- Proszę, nie! Jest dobrze tak jak jest! Nie chcę nic zmieniać.
Cudne, szare oczy dwunastolatki wypełnił smutek. Był jej żal. Okropnie, okropnie żal... Żal chłopaka. Wstała i otrzepała różowe spodnie, co zresztą było jej tradycją. Zawsze, gdy wstawała z ziemi otrzepywała rybaczki. Taki to już miała zwyczaj - czy były brudne czy nie. Podała Dahnerowi rękę, by pomóc mu wstać. Chłopak skorzystał z pomocy.

Czarne chmury zebrały się na Kalią. Miasteczko pogrążyło się w ciemności cienia. Stało się mroczne. Wiał zimny wiatr. Targał włosy ludzi przechodzących przez ciasne, wąskie uliczki spieszących się niewiadomo gdzie i niewiadomo po co. Każdy miał swoje sprawy. Swoje własne, a nikomu owych nie brakowało. Krajobraz był szary, smutny, a nawet straszny. Chmury zwiastowały deszcz.
- Ładnie... Bardzo, bardzo ładnie... - szepnęła dwunastolatka spoglądając na Kalię pogrążoną w ciemnościach.

4

Na deszcz się zbierało i deszcz spadł. Małe kropelki otoczyły budynki, dachy domów, ulice w otchłani wody. Słabe promienie słońca, przebijające się przez chmury, odbijały się ładnie w kałużach. Woda obijała się o szyby wydając przy tym charakterystyczny dźwięk. Kropelki deszczu uderzały o szybę, jakby za wszelką cenę chciały dostać się od środka i zmoczyć, to co przed nim uciekało - suchą strefę wnętrz domów.

Nickia siedziała przy oknie wpatrując się w deszcz. Za oknami było szaro. Krajobraz Kalii podobał się - już trzynastoletniej - brązowowłosej. Głowę opierała na dłoniach. Oczy miała znudzone i senne, przykryte do połowy powiekami. Wpatrzona w dal... To cudowny nastrój, by napisać smutny wiersz lub poemat o miłości, a już na pewno, by nudzić się w domu. Dziś nie mogła wyjść z Dahnerem na polanę, choć bardzo chciała. Jak na zawołanie zadzwonił dzwonek.
"Moje zbawienie!" - pomyślała z zaciekawieniem spoglądając na drzwi pokoju.
- Kochanie! - usłyszała głos mamy, zerwała się i podbiegła do drzwi.

Dom Nickia miała piętrowy. Wielorodzinny. Gdy jeszcze nie należał do jej rodziców mieszkały tutaj dwie rodziny. Stąd Nickia ma dwie łazienki, pokój gościnny, potężny salon, pokój który stoi pusty i strych, który zawsze pozostanie dla dziewczyny tajemnicą. Nigdy tam nie wchodziła i wchodzić nie będzie, a to co jest za mrocznymi drzwiami poddasza jest i będzie sekretem jakoś nigdy nie chcianym, by go odkryć.

- Tak, mamo? - zapytała trzynastolatka.
- Dahner do Ciebie.
Nickia zbiegła na dół, do przedpokoju. Ujrzała Dahnera. Mokrego, mokrego i jeszcze raz mokrego Dahnera.
- Coś ty? Przez deszcz biegł!? - krzyknęła uśmiechając się.
Ubranie miał przemoknięte. Z czubków palców kapała woda, podobnie jak z długich włosów spadając na podłogę robiąc pod chłopakiem dość dużą kałużę. Na dworze wbrew pozorom było ciepło, więc Dahner nie miał na sobie kurtki. Było ciepło, lecz padał deszcz.
- Biegłem - zadowolony z siebie chłopak odparł, odwzajemniając uśmiech i ściągając z siebie bluzę, z której bynajmniej można było wycisnąć litr wody jak nie więcej.
- Chodź, wysuszę Cię w moim pokoju. Mamo, rozpaliłaś ogień w kominku? - dziewczyna zwróciła się do matki.
- Tak, kochanie. W Twoim pokoju powinno być ciepło. No, lećcie. Ja wysuszę kurtkę. Bo cała mokra... - kobieta zaśmiała się, obdarzyła parę uśmiechem i udała się do salonu. Dwójka pobiegła po schodach na górę, do pokoju Nickoli.
- Siadaj - dziewczyna wskazała na mały kominek otoczony szkłem. Chłopak wykonał polecenie - Zaraz podam Ci ręcznik.

Jak powiedziała, tak zrobiła. Wyciągnęła z szafki mały, różowy ręcznik i rzuciła w stronę przyjaciela. Zaraz po tym narzuciła na ciebie czarną, rozpinaną bluzkę i usiadła obok Dahnera, przy kominku. Małym, szklanym, starym kominku.
- Ogień jest ładny... - powiedziała uśmiechając się i wyciągając ręce w stronę źródła ciepła.
- ...ale niszczący - dokończył Dahner.
- Tak. I to jest w nim ładnego - z ust trzynastolatki dał się słyszeć chichot.
- Oh, Nickia! Skąd w tobie tyle zła? Taka niepozorna dziewczynka z Ciebie... Taka słodka... - Dahner sobie kpił na co brązowowłosa uśmiechnęła się i dała mu stójkę w bok.
- Niepozorna? Słodka?! Odezwała się mokra kura! Hahaha! Zmokła kurka! Kurczak! Hahaha! - wyśmiała go czochrając mokre włosy chłopaka.
- Zabawne, ha ha! - odparł z ironią mrużąc oczy. Przyjaciółka westchnęła i spojrzała za okno.
- Ale leje. O której wracasz do domu?
Dahner wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Tata nic nie mówił.
- Nie będzie wściekły, że znów późno wracasz? Wczoraj to się musiał nieźle wkurzyć... - skrzywiła się.
- Tak, wkurzył się. - chłopak spojrzał z żalem w podłogę. - I dzisiaj też się wkurzy...
- ...i znów Cię pobije - dokończyła Nickia i spojrzała wściekła na Dahnera.
Wściekła, bo chłopak nie chciał nic z tym robić. Godził się na takie traktowanie.
- Nie możesz wrócić! - powiedziała zdecydowanym tonem - Nie pójdziesz! - krzyknęła, wstała i tupnęła nogą.
- Ale...
- Nie, nie pójdziesz! Przenocujesz u mnie. Mamo! - dziewczyna otworzyła drzwi i krzyknęła do matki - Może Dahner u mnie zanocować?
"Oby nie zapytała, oby nie zapytała o pozwolenie Dahnera ojca, prooszę!" - myślała zdenerwowana Nickia.
- Oczywiście, kochanie! - odkrzyknęła rodzicielka.
Brązowowłosa podziękowała i zamknęła drzwi.

5.

Świtało. Kalia była jasna i piękna rankiem. Gdy tylko słońce wyłoniło się zza wzgórza i oświetliło portowe miasteczko to przybrało weselszych kolorów niż w ciągu dnia. Nickola nie lubiła poranków. Kojarzyło jej się ze wstawaniem, czego nie znosiła. Nickia była, jest i będzie leniem! Nie trudno zgadnąć, że jej ulubione zajęcie to spanie. Jednak kiedyś trzeba było przerwać to hobby i rozpocząć je na nowo wieczorem. Jednak teraz Nickia musiała pojąć heroiczną próbę obudzenia się. Z pomocą przyszła mam dziewczyny:
- Nickia, wstawaj! Dahner, ty też! Złaźcie na śniadanie.
Dziewczyna ziewnęła ciężko podnosząc się i siadając na łóżku. Spuściła nogi. Wzrok jej powędrował na Dahnera jeszcze smacznie śpiącego.
"Oooh, wygląda tak niewinnie!" - pomyślała trzynastolatka i na palcach podeszła do nieświadomego przyjaciela.
- Pobudka! - wrzasnęła śmiejąc się, a ten pod wpływem przerażenia spadł z dość wysokiego materaca.
- Wstaję, wstaję! - krzyczał zdenerwowany.
- To dobrze. Ubieraj się! Śniadanie.

Dahner i Nickia zeszli do kuchni. Na stole czekało na nich śniadanie. Dwójka usiadła na krzesłach.
- Dzień dobry - przywitał się chłopak kładąc ręce na kolanach.
- Dzień dobry, Dahnerze - matka Nickii uśmiechnęła się.
- Dahner?.. - zagadała dziewczyna spoglądając na przyjaciela - Wyjdziemy dzisiaj na dwór? Pobawimy się na wzgórzu.
- Dzisiaj nie mogę. Pomagam ojcu... - spokojnie, z nutką żalu odparł chłopak biorąc do ręki kromkę z dziwnym, zielonkawym mięsem zwanym Szynka z Elfa.
- O, jaki uczynny chłopak! - pochwaliła go kobieta, a Dahner zaraz rzucił Nickii znaczące spojrzenie, bo tylko ta wiedziała co Dahner miał na myśli mówiąc, że będzie pomagał ojcu. - Ty Nickia też byś mogła nam pomóc. Pójdziesz na zakupy?
- Ja? Zakupy? No... Dobra.

Około południa Nickia wyszła na miasto. Jak zwykłe szła sobie tą samą uliczką. Ciasną, długą uliczką. Szła wolnym krokiem, miała czas. Nagle do jej uszu dobiegł śmiech. Oh, ten okropny śmiech... Ten szyderczy śmiech. Nickia przystanęła.
"Nie! Nie stawaj, Nickia! Idź, idź!" - krzyczała na siebie w myślach. Lecz przystanęła. Śmiech przeszywał jej uszy.
I te szyderstwa:
- O, Nickia! Nasza kochana Nickola idzie!

Za Nickią, kilka metrów dalej, stał chłopak. Wysoki, normalny chłopak. Nic w nim nie było wyjątkowego. Nic? Oprócz niesamowicie ciemnobrązowych oczu. Włosy również były tego samego koloru, były dość krótkie. Płomyczki w jego oczach świeciły irytująco. Nie pasowały do chłopaka. Ten błysk w oku, blada cera. Nie pasowały do szyderczego żartownisia. Tak, chłopak był największym koszmarem. Był jej zmorą za dnia i w nocy. Znalazł sobie chłopak zajęcie - wyśmiewanie dziewczyny. Co by nie zrobiła - wyszydzał z niej. Ale i tak to nie jest najgorsze. Chłopak był znany w Kalii. W oczach rówieśników - popularny i lubiany. W oczach dorosłych - niewinne, uczynne dziecko. Miał więc przewagę nad dziewczyną. Ale dlaczego się uwziął na nią? Dlaczego? To zawsze było dla Nickoli zagadką...

Nickia stała. Usta jej drżały tak samo jak ręce. A chłopak był za nią. Był za nią jak cień. I śmiał się.
- Cześć, Nickia! - przywitał się z ironiczną radością - Gdzie się Nickolusia tak śpieszy? Do domku?! Uważaj, bo Ci ucieknie! Haha! - przy tych słowach wybuchnął śmiechem. W jej oczach zebrały się łzy.
- Aidan, przestań... - szepnęła dziewczyna zaciskając w pięści sakiewkę ze srebrnikami, którą dostała od mamy na zakupy.
- Co?! Co tam szepczesz? Znów gadasz sama do siebie!? Ty przyjaciół nie masz! Tylko swojego chłopaka Dahnera! Zakochana para! - śmiał się.

Nickia nie wytrzymała. Zaczęła biec uderzając nogami o mokre kałuże. Aidan wykorzystał sytuację. Również zaczął biec.
- Nickia! Nie uciekaj! Chodź, pobawimy się na tym Twoim wzgórzu! No! Co Ci jest?! Nie lubisz swojego kolegi, Aidanika?! - wyszydzał z niej.
Uszy dziewczyny przeszywał szyderczy śmiech. Biegła ile sił w nogach. Nagle... Ktoś podstawił jej haka. To był Aidan, który zdążył ją wyprzedzić. Nickia z hukiem wpadła do głębokiej kałuży, a sakiewka, którą trzymała w ręce, wypadła i po ulicy rozsypały się srebrniki.

A Nickia leżała w wodzie. Brudnej, szarej wodzie. Była upokorzona. Brązowooki Aidan śmiał się. Śmiał się i mało brakowało, by przez ten śmiech nie położył się na ziemi. Kopnął kilka srebrnych monet, by utrudnić dziewczynie zbieranie.
- O, Nickia! Nie wiedziałem, że lubisz kąpać się w kałuży! - rzucił szyderstwo i odbiegł.
Dziewczyna usiadła w zimnej kałuży i zaczęła płakać. Z nieba lunął szary, smutny deszcz. Moczył włosy dziewczyny, ubranie jak i całą, mroczną, smutną Kalię. Nickola spuściła głowę. Rękoma podpierała się z przodu, zaś nogi miała ugięte, rozstawione skierowane do tyłu. Nie była smutna. Była zła. Zła i wściekła. Miała ochotę zabić Aidana. Długo, okrutnie i bardzo boleśnie. By poczuł to, co dziewczyna.

Nie wiedząc co począć zaczęła zbierać srebrniki. Nie przyszło jej do głowy, żeby wstać. Uklękła i wychylała się kolejno po monety.
- Raz, dwa, trzy... - liczyła, by nie pominąć żadnego - ...trzynaście, czternaście. Cholera.. - zaklęła cicho - Brakuje dwóch! Ehh...
Wstała i rozglądnęła się. Srebrników nie dostrzegła. Przeszukała jeszcze raz wzrokiem obszar, w którym prawdopodobnie mogła zgubić pieniądze. Lecz to też na nic. Kopnięcie Aidana było za silne. Nickia szukała monet dobrze kilkanaście minut, lecz na daremno. Poddała się. Wzięła czternaście srebrnych monet i udała się do sklepu.

Zmierzchało się. Nickia siedziała w domu przemoknięta i smutna. Musiała wytłumaczyć mamie, że zgubiła po prostu dwa srebrniki, lecz za to nie kupiła sobie słodyczy. Mama nie była zła. Powiedziała, że każdemu się takie coś zdarza. Dziewczyna wytłumaczyła również, że się przewróciła i wpadła do kałuży, dlatego jest mokra. Nic nie wspominała o Aidanie. Matka nic nie wiedziała. Brunetka uważała żarty chłopaka, za coś co prędzej czy później mu się znudzi i przestanie. Że to coś nie warte działania. W końcu chłopcy tak mają...

Nickia leżała na łóżku, przy kominku. Grzała się i odpoczywała. Miała nadzieję, że jutro już przestanie padać. Chciała wszak wyjść z przyjacielem na wzgórze. Nagle znużył ją sen. Położyła się i próbowała zasnąć. Spała kilka godzin gdy obudził ją przeraźliwy krzyk:
- Moje dziecko! Moje biedne, małe dziecko!

C.D.N.

Ostatnio edytowany przez Daughter (2010-12-24 21:17:05)


http://desmond.imageshack.us/Himg818/scaled.php?server=818&filename=syga.jpg&res=medium

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
zaklęcia miłosne z krwią drzewce w omasztowaniu łodzi mrozony pokarm dla ryb dziewczyny na telefon z sieci plus indukcja nie dziala po wywaleniu korków